sobota, 21 września 2013

Powstanie Warszawskie (52): Misja Kapitana Iwana Kołosa

Powstania dzień 52.

Dziennik - Po fiasku walk i desantu na Czerniakowie - fiasko walk i desantu na Marymoncie.
Misja Kapitana Iwana Kołosa - uwaga, uwaga. Czytelnicy, trzymajcie się mocno, bo to akcja sowieckiego wywiadu. Czyli będzie ciężko uwierzyć, że to prawda. A to prawda. To znaczy nie to co raportował, ale to że to raportował.

*****
Dziennik


21 Września Niemcy nadal nacierają na przyczółek Czerniakowski. W rękach powstańców (oraz „berlingowców”) pozostaje skrawek wybrzeża [ok 200 metrów plus wpół zatopiony statek spacerowy „Bajka”] i dwa domy - Solec 53 i Wilanowska 1 na rogu ul. Solec. W zajętej kamiennicy przy Wilanowskiej 5 Niemcy wieszają 12 schwytanych tam mężczyzn, w tym księdza kapelana „Karola”; w podziemiach budynku  mordują 110 rannych, m.in. kapitana "Topolnickiego"; świadkowie twierdzą że jeden z oficerów SS osobiście zastrzelił każdego, po czym kazał doktor „Konstancji” każdorazowo stwierdzać zgon (sic!). Doktor „Konstancja” zdołała z narażeniem życia uratować od egzekucji 17 rannych; wiadomo że dowodzący Niemcami oficer zgodził się na ewakuację, ale dalszy los większości z nich jest nieznany (tylko siedmiu najciężej rannych pozostało z doktor „Konstancją”).

Śródmieście jest pod ostrzałem artylerii; udaje się tam odeprzeć niemieckie natarcie na fabrykę Bormana przy ul. Towarowej. Na Żoliborzu niemieckie natarcie na Kępę Potocką likwiduje desant 6. Pułku Piechoty. Niedobitki desantu ewakuują się na prawy brzeg Wisły. Nieświadome tego faktu oddziały powstańcze o świcie atakują Marymont. Docierają do ul. Promyka, oczekując żołnierzy 6. PP, mających przebić się zza rzeki. Osamotnieni, żołnierze AK wycofują się, niszcząc uprzednio umocnienia zdobytych stanowisk niemieckich.

Ostatnie zrzuty alianckie nad Warszawą, Kampinosem i Lasem Kabackim; były planowane na potem kolejne zrzuty, ale zostały przełożone z uwagi na złe warunki pogodowe; kiedy złe warunki ustały, dla Powstania było już za późno.

***
Misja Kapitana Iwana Kołosa

Miało być więcej o działaniach Sowietów, więc będzie. Może to będzie truizm dla tych co czytali choć kilka moich wpisów o Powstaniu (i sowietach), ale Sowieci nie ufali powstańcom którzy zostali do nich oddelegowani na spotkanie - i dlatego postanowili wysłać własną misję zwiadowczą, która miała zdobyć dla nich informacje o Powstaniu. No i przygotowali - niejakiego kapitana Iwana Kołosa oraz przydzielonego mu radiooperatora.

50 lat później Kołos w wywiadzie opisywał jak przygotowywano go do tej misji. NKWD dało mu nie tylko dokumenty na nazwisko Kołosowski, ale też zapowiedziało mu, że jeśli wpadnie w ręce AK… to zostanie rozstrzelany. Walczące za Wisłą wojsko alianckie dogorywało, a oni dali mu jednoznacznie do zrozumienia, że będzie działał na terytorium wroga. Taaak…

Wylądował na Śródmieściu rano 21 września. Ale otrzymał rozkaz udania się do Kwatery Głównej Armii Ludowej przy ul. Wilczej 8 - a nie do „Bora” - zaś jego radiooperator został ranny, bo zawadził przy lądowaniu o balkon jednego z domów; co więcej, aparat radiowy mógł też być uszkodzony. Niemniej, dotarł do KG AL i zabrał się do swojej roboty. Cel: zlokalizować główne pozycje Niemców w Warszawie, namierzyć placówki brytyjskiego wywiadu i ustalić, jakie są zamiary KG AK.

Co tu dużo mówić, Kołos był do swojej misji kiepsko przygotowany. Na początku, gdy dotarł do KG AL., zauważył ze zdziwieniem, że Armia Ludowa praktycznie nie ma żołnierzy, co wyjaśnił sobie, dochodząc do wniosku, że „główny trzon AL” został odcięty w innej części miasta. Jak czytelnik wie, Armia Ludowa nie miała żadnego trzonu, bo od początku balansowała na granicy nieistnienia. 

Kiedy go przedstawiono dowódcy połączonych sił Armii Ludowej, Korpusu bezpieczeństwa i Polskiej Armii Ludowej, pułkownikowi Skokowskiemu, był pewien że to generał Sosnkowski (sic!!!!!), Naczelny Wódz Wojsk Polskich na Zachodzie (przebywał w Londynie od paru tygodniu i kilka tygodni później).

Ciekawe były też jego informacje o Niemcach, które wysyłał swoim zwierzchnikom:
„Wylądowaliśmy  we właściwym miejscu. Siłami niemieckim w Warszawie dowodzi generał von dem Bach. Ma do dyspozycji dwie dywizje pancerne i trzy zmotoryzowane. Pozycje niemieckiej artylerii znajdują się w kwadrancie 16. W dalszym ciągu prowadzę swoją misję zgodnie z planem. Oleg.”

Von dem Bach miał do dyspozycji siły nieporównanie mniejsze, składające się z mieszanki oddziałów ochotniczych, policyjnych, złożonych z kryminalistów oraz kilku wydzielonych grup frontowych. Gdyby dostał kiedykolwiek prawo dysponowania pięcioma pełnymi dywizjami, byłby pewnie nielicho zdziwiony.

„Angielskie centrum wywiadu znajduje się w rejonie ulicy Chłodnej i jest tam już od pewnego czasu. Jego główne zadanie polega na neutralizowaniu naszych [sowieckich] działań. Nadal będę badał tą sprawę.”

MI-6 z pewnością byłoby bardzo zainteresowane tymi informacjami, zwłaszcza że nie posiadało nie tylko w Warszawie, ale i w całej Polsce nawet żadnego oficera łącznikowego, nie mówiąc już nawet o misji mającej cokolwiek neutralizować; pierwsza (i ostatnia) angielska misja łącznikowa przybyła do Polski pod koniec grudnia ’44…

21 i 22 września Kołos widział się z „Borem” (co raportował); skarżył się na „angielskich agentów wywiadu”, od których ponoć roiło się w otoczeniu generała. Zadał „Borowi” tylko jedno rzeczowe pytanie: jak Armia Czerwona może zdobyć Warszawę? W odpowiedzi „Monter” i „Niedźwiadek” przedstawili mu plan kleszczowego ataku, prawie identyczny z tym jaki Rokossowski i Żukow przedstawili Stalinowi 8 Sierpnia.
Należy pamiętać, że w momencie gdy Kołos zadawał swe pytanie, wszystkie ograniczone operacje desantowe Berlinga sypały się jak domek z kart, więc były one nieco mało powiązane z rzeczywistością, przynajmniej tą która dawkowano powstańcom.

Rezultaty misji Kołosa i działań generałów w rodzaju Sierowa czy Tiegelina na tyłach były łatwe do przewidzenia: chaos. Kiedy do Stalina przyszli 23 września ambasadorowie Wielkiej Brytanii i USA, prosząc o pomoc dla Powstania, ten nie miał żadnych spójnych informacji o sytuacji, ani od Kołosa, ani od NKWD. A gdyby nawet miał, to przecież wychodziłoby na to, że od dwóch miesięcy lekceważył powstanie jako niezdolne do stawiania poważnego oporu, a tu jego własny wywiad mu donosi że powstańcy stawiają czoła pięciu elitarnym dywizjom Niemieckim;  dowiedziałby się też, jeśli jeszcze sobie nie zdał z tego sprawę, że propaganda PKWN to gadki-szmatki i tak naprawdę komuniści nie mają zbyt znaczących sił i nie mają kontroli nad miastem. 

Nic dziwnego, że gdy ambasadorowie spytali, czy depesze generała „Bora” do Rokossowskiego zostały przekazane (tak, chodzi o te z 17 Września, czyli sprzed 6 dni), Stalin zaczął wrzeszczeć (!):
„Nikt nie może odnaleźć tego generała <<Bora>>! Nie wiemy, gdzie on jest. Widocznie wyjechał z Warszawy.”

Nowy wariant starej zagrywki: dawniej było „Powstanie? Jakie Powstanie”, a teraz „Generał? Jaki generał?”

Niemniej jednak, mimo całej chęci i ochoty uznania tego za udawaną ignorancję, brak dobrej woli a może i to i to, jednak należy powiedzieć jasno, że główną przyczyną takich a nie innych zachowań Sowietów była koszmarna klęska wywiadu wojskowego i politycznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz