piątek, 20 września 2013

Powstanie Warszawskie (51): Dalsze próby nawiązania łączności...

Powstania dzień 51.

Dziennik - Powstańcy i "berlingowcy" nadal próbują się bronić i ewakuować (jak kto może) na/z Czerniakowa. A Niemcy szukają jak zwykle eks-powstańców... co, by ich wsadzić do oflagu, do obozu jenieckiego? Nie, by rozstrzelać.
Łączność - raz jeszcze - O tym jak radiooperator poszedł do łagru, tak jak sowiecki oficer, a uczuciem najchętniej okazywanym polskim wysłannikom była niechęć.

*****
Dziennik

20 września nadal trwają zacięte walki o Czerniaków - a dokładniej, Niemieckie nań natarcie i powolny odwrót obrońców: część (powstańcy i „berlingowcy”) łodziami na prawy brzeg Wisły, inni powstańcy kanałami na Mokotów; w nocy z 19 na 20 przeszedł na Mokotów sam „Radosław”, po którym dowodzenia powstańcami na Czerniakowie objął kpt. „Jerzy” (Ryszard Białous); ok. 200 pozostałymi żołnierzami z 9. pp 1 AWP dowodził - wciąż - major Stanisław Łatyszonek. Obrońcy wciąż bronią grupę domów na Wilanowskiej, Idzikowskiego i Solcu.

Niemcy do magazynów „Społem” spędzili grupę około 1000 osób ze zdobytych domów na Wilanowskiej i Czerniakowskiej, selekcjonując spośród nich osoby (gł. młode) które wg. nich mogły brać udział w Powstaniu - i rozstrzeliwują (łącznie około 100). Zginęła między innymi jedna ze słynnych łączniczek, Maria Cetys „Szympans”

Zapytano ją: Bist du Banditin? (Czy jesteś jedną z bandytów?)
Odpowiedziała: Jestem żołnierzem Armii Krajowej.
Zastrzelono ją na miejscu; Jej słowa Adam Borkiewicz uczynił mottem swej pracy „Powstanie warszawskie. Zarys działań natury wojskowej” (pierwsza poważna monografia nt. powstania).

Na Żoliborz nocą z 19 na 20 września przeprawia się kolejna grupa żołnierzy 6. pułku piechoty, wzmacniając uchwycony przyczółek na Kępie Potockiej. Tego też dnia po południu (dopiero!) ppłk. „Żywiciel” (dowódca obrony Żoliborza) dowiaduje się o obecności desantu na lewym brzegu Wisły.

Na rozkaz „Bora” odbyło się przegrupowanie i przeorganizowanie AK w Wojsko Polskie, tzn. np. jawny podział oddziałów AK w Warszawie na dywizje (de iure, nie de facto) i tak samo w Puszczy Kampinoskiej; jednocześnie następuje ujawnieni listy niektórych oficerów. Były to przygotowania do pójścia do niewoli powstańców po kapitulacji, co do której powoli tracono złudzenia; pewna liczba oficerów nie została umieszczona w spisach w celu kontynuowania konspiracji poprzez nie pójście do niewoli (a wmieszanie się w tłum. Z oczywistych przyczyn - wyczerpanie psychiczne i fizyczne - było ich znacznie mniej).  Nazwiska oficerów zostały następnego dnia opublikowane w prawie powstańczej.

***
Łączność - raz jeszcze

Jak już wspomniałem, „Bór” - Komorowski starał się na wszelkie możliwe sposoby nawiązać kontakty z Rokossowskim; jednym z takich pomysłów była misja której przygotowanie zlecono „Monterowi” - zebrano grupę siedmiu ludzi którzy nie tylko mieli złożyć wizytę Rokossowskiemu, ale i wziąć ze sobą radio, dzięki któremu pewna byłaby stała łączność. Na czele wyprawy stanął porucznik „Mak”, cichociemny, dowódca kompanii radio Komendy okręgu Warszawa; do wyprawy dołączeni byli: kapitan Kaługin, sowiecki jeniec zbiegły z  obozu, który dołączył do powstańców (konkretnie Armii Ludowej); oficer Armii Ludowej porucznik „król” a także czterech oficerów AK. 

Przeszli oni najpierw kanałami ze Śródmieścia na Mokotów, a potem pod osłoną nocy z 18 na 19 września przeprawili się przez Wisłę i… natychmiast po dotarciu do Kwatery Głównej Rokossowskiego wpadli w tarapaty - NKWD znalazło ulotkę, będącą rzekomo dziełem AK i nawołującą do walki z  bolszewikami. 

Tak więc ekspedycja „Maka” i jego radio przez pięć dni były w łapach kontrwywiadu, gdy na drugim brzegu los przyczółku Czerniakowskiego był na szali, a potem był przesądzany. W końcu od 24 września „Mak” był przy sztabie Rokossowskiego i trzy razy dziennie próbował nawiązać łączność (bez większych rezultatów). Po fiasku Powstania wyruszył do domu swojej matki w Sokołowie Podlaskim, ale tam aresztowało do NKWD - w listopadzie już był w drodze do łagru. Kapitana Kaługina uwięziono (zwolniono i zrehabilitowano go dopiero po śmierci Stalina). Towarzysze „Maka” z podziemia zostali en masse wcieleni do armii Berlinga zanim i nimi zainteresowało się NKWD (farciarze).

Nieco wcześniej Rząd polski w Londynie próbował nawiązać kontakt z Moskwą (15-18.09), po prostu przekazując depesze od „Bora”-Komorowskiego do Rokossowskiego. Za pierwsza próbą, pisma przyjęto bez jakiegokolwiek komentarza. Następnym razem, portier odmówił wpuszczenia polskiego urzędnika na terenie radzieckiej ambasady i przyjęcia czegokolwiek; przy połączeniu telefonicznym usłyszano że odpowiedniego urzędnika akurat nie ma teraz w ambasadzie.  Przy trzeciej wizycie, sekretarz ambasady przerwał wysłannikowi słowami „Zdaje sobie Rząd Polski sprawę, że między moim Rządem a Rządem Polskim nie ma stosunków dyplomatycznych.” Depesze „Bora” do Rokossowskiego, zawierające między innymi techniczne szczegóły połączenia, przetrzymano trzy krytyczne dni.

I tak spalił się powstańcze próby nawiązania kontaktu - jedne depesze przystopowano, potem zignorowano, „Maka” najpierw przyskrzynił kontrwywiad (zapewne za przekroczenie linii frontu, wiadomo, z terenów zarażonych brakiem sowietyzmu przybył), a potem go wpakowali do łagru. Co ciekawe, Sowieci jednak sami… no może nie próbowali nawiązać kontaktu, ale zgromadzić informacje - nie mówię tu tylko o raportach Tiegelina… ale o tych działaniach będzie więcej następnego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz