poniedziałek, 16 września 2013

Powstanie Warszawskie (47): Sowieci po raz wtóry

Powstania dzień 47.

Dziennik - natarcie Niemców na Czerniaków. Stale i niezmiennie; powstańcy mogą się tylko bronić.
Sowieci - kolejna próba wyjaśnienia stanowiska Sowietów (choć o tym już grube książki napisano, a i tak nie wyjaśniono do końca).

*****
Dziennik


16 Września od rana czerniakowskie oddziały wsparte żołnierzami I batalionu 9 pp 3 DP odpierają silne ataki niemieckie. Ogień artylerii i dział szturmowych niszczy bezustannie Solec i Wilanowską. Nacierając od ul. Górnośląskiej i Cecylii Śniegockiej, Niemcy wdzierają się do budynków po parzystej stronie Czerniakowskiej, następnie obsadzają czteropiętrowy dom przy Zagórnej nr 16, szturmem zdobywają posesję przy ul. Idźkowskiego 5/7. Po nieparzystej stronie ul. Zagórnej Niemcom udało się wtargnąć do szpitala powstańczego Zagórna 9, gdzie mordują rannych, część wyprowadzają do siedziby Gestapo w al. Szucha. Resztki baonów "Zośka", "Czata 49" i żołnierze 9. pp zaciekle bronią pozycji przy ul. Okrąg. Zostają wyparci z gmachu PKO, ale udaje im się utrzymać barykady na Okrąg i Solcu zamykające dostęp w głąb dzielnicy z kierunku północnego.
Z prawego brzegu Wisły nie nadchodzą kolejne oddziały posiłkowe, sowieckie samoloty zrzucają za to (po raz pierwszy) zaopatrzenie dla powstańców - z uwagi na zrzuty zazwyczaj bez spadochronów duża część zrzutów (zwłaszcza amunicja) zostaje uszkodzona przy zrzutach, niemniej wsparcie to jest znaczące dla morale powstańczych.

***
Sowieci

Stanowisko Sowietów na temat Powstania w okresie połowy września jest rzeczą złożoną. Wobec obstrukcjonizmu i bierności serwowanej przez poprzednie 1,5 miesiąca można powiedzieć, że w połowie września nastąpiła zmiana kursu - z tego co Churchill nazywał „zachowaniem niepokojącym i złowieszczym” i wobec którego nawet Amerykanie mieli pewne podejrzenia - na kurs współpracy. Ludzie o nastawieniu prosowieckim mogliby sądzić, ze poprzednio panował zamęt i teraz przezwyciężono go by nawiązać poważną współpracę. Niezaprzeczalnie zgodny z tą tezą jest jeden fakt: że u Sowietów panował zamęt. Czy go przezwyciężono, czy zmiana kursu była zmianą rzeczywistą czy kosmetyczną, to już kwestia dyskusyjna.

Warszawa w dwóch ostatnich tygodniach września - w ogólności - przedstawiała dość paskudny obraz. Na zachodzie, w opanowanych przez Niemców terenach ewakuowano cywilów, rozstrzeliwano osoby podejrzewane o sympatie pro-powstańcze, wywożono ludzi do obozów koncentracyjnych lub do prac przymusowych; w centrum trwały walki w enklawach powstańczych, przy nabrzeżach żołnierze z armii Berlinga wsparci żołnierzami z  niektórych sowieckich jednostek logistycznych ryzykowali życie i masowo ginęli; na wschodzie, na Pradze, sowieckie NKWD robiło prawie dokładnie to samo co hitlerowcy po drugiej stronie Wisły - z tym że głównie wysyłało ludzi o „sympatiach burżuazyjnych” do łagrów. W obliczu tego pogląd przedstawiany przez niektórych historyków, że Sowieci biernie się przyglądali, patrząc jak Niemcy niszczą Warszawę, stanowczo nie jest adekwatnym opisem sytuacji.

Z drugiej strony, należy pamiętać że przeprawa wojsk Berlinga przez Wisłę nie mogła się odbyć bez zgody wojskowego kierownictwa i politycznego nadzoru - system sowiecki po prostu wykluczał takie działania bez zgody. Trzeba też pamiętać, że przeprawy wspierała sowiecka artyleria, sowieccy saperzy i - wedle sowieckich statystyk - aż 2776 ataków z powietrza. Jednak jeden fakt, IMO najważniejszy, jest niepodważalny: Rokossowski nawet nie próbował użyć żadnych sowieckich oddziałów bojowych, a 1. Front Białoruski nie zmienił zasadniczej postawy defensywnej, od której jedynym odstępstwem było zdobycie Pragi. Z takiego czy innego powodu  Stawka nie zaaprobowała planu generalnej ofensywy w sektorze Wisły, a tak się składa, że tylko generalna ofensywa była sposobem na odbicie Warszawy z rąk Niemców.

Wyciągnięcie wniosków z powyższego należy już do gestii czytelnika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz