niedziela, 15 września 2013

Powstanie Warszawskie (46): Pierwszy desant!

Powstania dzień 46.

Dziennik - Niemcy za wszelką cenę starają się zająć cały brzeg Wisły, powstańcy - utrzymać posiadane odcinki. Oddziały polskie w służbie sowieckiej podejmują desant przez Wisłę.
Pierwszy Desant: i co dalej? - zarówno Niemieccy, jak i Polacy i Sowieccy oficerowie uważają za oczywiste dla Sowietów rozwiązanie kontynuowanie desantów, na skalę masową - Niemcy ponuro, Polacy z radością, a Sowieci beznamiętnie (wiadomo, NKWD patrzy). Rozwiązanie jest więc oczywiste, prawda?

*****
Dziennik


15 Września - przez cały dzień walki oddziałów powstańczych na Czerniakowie, powstańcy wciąż utrzymują obszar ograniczony ulicami: Ludną - Okrąg - Czerniakowską - Zagórną; Niemieckie oddziały wsparte czołgami, lotnictwem i bronią ciężką starają się za wszelką cenę odepchnąć ich od brzegu Wisły. Na Mokotowie powstańcy zostają wyparci z Sielc, linia obrony Mokotowa przesuwa się na ul. Belwederską.

Nad ranem na lewą stronę Wisły przeprawia się patrol zwiadu 9. pp z 3. DP im. Romualda Traugutta [d-ca płk Stanisław Zajkowski]. Wieczorem patrol powraca na Pragę wraz z mjr. "Kmitą", oficerem łącznikowym ppłk. "Radosława". W nocy przeprawia się na warszawski brzeg I batalion 9. pp 3. DP - ok. 300 dobrze uzbrojonych żołnierzy. Desant polskiej piechoty wsparty był sowieckim - spóźnionym bo spóźnionym, ale jednak - ostrzałem artyleryjskim, lotnictwem i zasłona dymną.


***
Pierwszy Desant: i co dalej?

Desant 1. Batalionu 9 pp 1. Armii z pewnością nie należał do łatwych. Sowiecka artyleria co prawda ostrzeliwała pozycje niemieckie, sowieckie samoloty je bombardowały a desant osłaniała zapora dymna, ale ludzie musieli biec pochyleni lub się czołgać przez odkryty i szeroki piaszczysty brzeg, walczyć z sięgającym ich ramion nurtem lub leżeć na wolno dryfujących pontonach, płynąć wprost na linie ostrzału wroga. Dość, by rzec że w prowadzącej natarcie kompanii zginęło 120 ze 150 żołnierzy.
Ale dokonało się - oddział prowadzony przez sowieckiego oficera Siergieja Kononkowa dotarł na zachodni brzeg, gdzie czekali na niego oficerowie łącznikowi AK, major „Bicz” i kapitan „Motyl”. Powstańcy mieli odczuwalne powody do radości…

… a Niemcy do zgryzoty i ponurości. Dziennik działań bojowych 9. Armii pod datą 16 września przedstawia dość ponure obserwacje i perspektywę:
„Dziś rozpoczyna się nowa faza w bitwie o obszar Warszawa-Modlin. Rozpoznanie wskazuje, że polska 1. Armia wykorzystując powstanie, przeprawi się przez Wisłę dla zdobycia przyczółka w północnej części Warszawy. Równocześnie zgrupowanie 47. Armii będzie starało się rozbić południowe skrzydło 4. Korpusu Pancernego SS i przeprawić się przez Wisłę, osiągnąć obszar lasów kampinoskich, gdzie znajduje się zgrupowanie powstańców w sile blisko 8000. Stanowiłoby to zagrożenie głębokich tyłów 9. Armii i spowodowałoby załamanie się frontu w trójkącie Narew-Wisła. Taka sytuacja zagroziłaby poważnie Prusom Wschodnim, gdyż kierunek na Gdańsk stanąłby otworem.”

Co ciekawe, podobne opinie wysuwał sztab KG AK, złożony przecież z przedwojennych oficerów (co prawdą ich opinie tchnęły nadzieją na spełnienie podobnego scenariusza). Jak się zaś później okazało, podobny plan przedstawił Stawce też Rokossowski…  Więc to była opinia fachowców (Niemców, Polaków i Sowietów): z czysto wojskowego punktu widzenia Sowieci powinni rozpocząć dalszą ofensywę, bo to przyniesie im duże korzyści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz