czwartek, 25 kwietnia 2013

Syryjska wojna domowa

„Należy bowiem pamiętać, że ludzi trzeba albo potraktować łagodnie albo wygubić, gdyż mszczą się za błahe krzywdy, za ciężkie zaś nie mogą. Przeto gdy się krzywdzi człowieka, należy czynić to w ten sposób, aby nie trzeba było obawiać się zemsty."
Niccolò Machiavelli „Książę "

Ostatnimi czasy dużo się słyszy - i czyta - o sytuacji w Syrii. A że tam biją opozycję, że ją rozstrzeliwują, używają broni chemicznej, biologicznej i ogólnie dobrze że nie mają broni jądrowej, bo już by zrzucili samą na tąż opozycję a przy okazji na własne tyłki. A opozycja odpiera ataki rządu z pokorą, sama tylko od czasu do czasu tracąc cierpliwość i robiąc ofensywę, po której zostają stosy zabitych żołnierzy rządowych tudzież sympatyzujących z nimi cywili - oczywiście, w wypadku wziętych do niewoli żołnierzy i cywili, to pewnie sami się zabili, bo opozycja jest świeta i bezgrzeszna, prawda?
Jak ja czytam bzdury w stylu powyższych, to zaprawdę, zanim doczytam do końca to czasem muszę sobie strzelić kolejkę, bo propaganda to jedno, bo polityczna naiwność to drugie, niekonsekwencja w działaniu i niezrozumienie realiów to inne... Ale wszystko na raz jest mieszanka piorunująca, która nawet w naszych współczesnych merdiach mnie zadziwia i należy do rzeczy, które nie sposob zniesc na trzeźwo. Na potrzeby tego wpisu postaram sie czytać takie wypowiedzi na trzeźwo - ale proszę o docenienie mojego poświęcenia.

W każdym razie, skoro już wiemy ze merdia sączą nam kompletne głupoty, to jak jest naprawdę w Syrii: Skąd się wziął ten konflikt? Kto tam z kim walczy? Jakie będą skutki tej wojny? I czemu uważam że polityka Zachodu wobec tego konfliktu jest idiotyczna?
O tym wszystkim i jeszcze trochę będzie w tym wpisie, a to wszystko za cenę 0 zł 0 gr + VAT.

Dobrze, w kontekście Syrii od czego warto zacząć? Jak zawsze: od początku. Czyli od historii.

***
Prześledźmy losy Syrii. Z mroków neolitu wyłoniły się miasta-państwa, które już niedługo potem wpadły w wasalne podległości krajów ościennych - Egiptu, Mitanni, potem Hetytów, Asyrii, Babilonii... potem tereny Syrii podbili Persowie (Achmenidzi - Ci co dostali potem wciry od Greków pod Maratonem i Salaminą), później Aleksander Wielki, później Seleucydzi (potomkowie jednego diadochów, tj. wodzów co się bili o imperium Aleksandra od chwili gdy jego ciało skończyło drgać na łożu śmierci), później im te tereny odbiło Imperium Romanum, które z kolei już po paru wiekach toczyło Syrię zacięte wojny z Persami (tym razem Sasanidami); na gotowe po nich weszli Arabowie, którzy przyłączyli Syrię do Kalifatu na dłuuugo- a po rozpadzie nadal była w strefach wpływów jednego lub drugiego Kalifatu. Potem krzyżowcy z Outremer (Księstwo Antiochii, Hrabstwo Edessy), po nich Mamelukowie, Imperium Osmańskie... i dochodzi do wieku XX, gdy Syria była wraz z Libanem jako mandat Ligii Narodów de facto pod władza Francji. W czasie II Wojny Światowej uzyskała niepodległość; ale nie w granicach historycznych, bo bez Libanu (teraz niepodległy), Antiochii i północnej Syrii (obecnie w Turcji), za to z kawałkiem dorzecza Eufratu na wschodzie, które nigdy nie należało do historycznej Syrii.
Czemu pisałem tą wyliczankę? By ukazać: Syria nigdy przedtem nie istniała w obecnym kształcie. To państwo dość sztuczne, jak Belgia albo podobne im (Kongo? Liberia? Mauretania?). Co więcej, region ten praktycznie zawsze był częścią większego imperium, od zawsze. Czasem uprzywilejowaną, jak w państwie Seleucydów (kiedy zresztą założono Antiochię, będącą stolicą państwa Seleucydów, wielkie miasto odgrywające w historycznej Syrii ogromną rolę), albo Kalifacie Umajjadów (którzy za stolicę swego państwa obrali Damaszek) - a czasem odległą prowincją; bogatą i dającą niezły grosz, ale traktowaną jak typowe bogate a odległe źródło dochodów (dla Egipcjan, Babilończyków, Persów, Rzymian, Turków Osmańskich...). Rzadkie przykłady państw leżących w Syrii, obejmujących duży jej fragment i będących (z grubsza) niepodległymi to pustynne państwa w stylu Palmyry albo... Księstwo Antiocheńskie, w którym władza przynależała do przybyszów z zachodu, krzyżowców.
Co z tego wszystkiego wynika? Syrii, tak jak i całego Bliskiego Wschodu, nie można oceniać kryterium narodowym. Według mnie (i zresztą nie tylko - aż tak alternatywny nie jestem) kryterium narodowe na Bliskim Wschodzie można stosować tylko wobec Kurdów i Żydów (vel Izraelitów), a wobec innych kryterium wyznaniowe (stosowane już od VII wieku). Nieboszczyk Saddam Hussein swego czasu uważał, że narodowość jest ważniejsza od religii i liczył na to że w wojnie z Iranem, Arabowie mieszkający na południu tegoż Iranu entuzjastycznie powitają wkroczenie wojsk współziomka, co z tego że sunnity (gdy oni są szyitami). I mimo że armia Irańska była w proszku po czystkach związanych z rewolucją islamską, a armia iracka była bardzo mocna dzięki wsparciu z Zachodu; mimo użycia broni chemicznej i przewagi doktryny, przewagi w powietrzu, w czołgach, w artylerii, w wyszkoleniu... dostał wciry, bo fanatycy szyiccy nie patrzyli arab-nie arab? tylko na wyznanie.


Skoro nie można mówić w kontekście Syrii za bardzo o narodowościach, a wyznaniach, to co to zmienia? Ano, że jest wojna domowa w Syrii, owszem; ale nie głównie między Syryjczykami, przynajmniej nie bardziej niż II Wojna Światowa była wojną domową i konfliktem głównie między Europejczykami.
***
A przecież jak wszyscy wiemy od pewnego czasu, II wojna światowa to był konflikt między nazistami i tymi wszystkimi innymi. A skąd się wywodzili Ci straszni naziści - jest to wielka tajemnica. Może z ciemnej strony Księżyca?
***

Wobec tego, nie od rzeczy byłoby spojrzeć na wyznaniową mapę Syrii.

Warto tutaj zauważyć, że Irak, Turcja, Jordania, Arabia Saudyjska i tak dalej - wszystko na Bliskim Wschodzie jest sunnickie (poza Izraelem, Libanem - który jest jeszcze bardziej wieloreligijny niż Syria i maił przez to własną dużą wojnę domową - oraz Iranem, który jest szyicki).
***
Kiedyś napiszę wpis, albo szereg wpisów na temat islamu, ale na razie wystarczą podstawy wiedzy: są sunnici i szyici.Sunnici przeważają na całym świecie; jedni i drudzy się uważają za heretyków. Szyici są bardziej tolerancyjni wobec pomniejszych odłamów islamu (jak alawici, albo druzowie, którzy są tak bardzo odłamowi że już są osobni). Sunnitami byli Talibowie, Sunnitą i to fanatycznym był Osama bin Laden; szyitami są te wszystkie czarne serca z Iranu. Aha - przy okazji już wiecie czemu myślenie że Al-Kaida choćby kubek wody by przyjęła ze strony Iranu, nie mówiąc o pomocy militarnej, jest błędne?
***

Jak każdy może ładnie zauważyć, większość "Syryjczyków" to sunnici (74%, by być dokładnym - wg. statystyk). Zaraz po nich są alawici (ok. 13%;  pod tą zbiorcza nazwą umieszczam też inne podobne im odłamy szyitów), Chrześcijanie (10%) i Druzowie (ok. 3%). Kurdowie stanowią około 9% ogółu populacji Syrii i są w większości sunnitami.
Uff. To tyle demografii, ale było to niezbędne. Bo trzeba wiedzieć że obecny prezydent Syrii, Baszar al-Asad, jest alawitą. Tak, mniejszość rządzą większością; zresztą, alawici rządzą Syrią 1971, gdy ojciec obecnego prezydenta zrobił pucz wojskowy i zmarginalizował sunnitów, promując wszystkie mniejszości wyznaniowe (Kurdów prześladował, bo chcą mieć własne państwo; to że przy okazji są w większości sunnitami, to inna sprawa). Sunnitom to się za bardzo nie podobało, ale nie za bardzo mieli co zrobić, bo nieproporcjonalnie dużo alawitów służy w armii. Czemu? Bo alawici w sunnickiej większości mieli bardzo ograniczoną możliwość awansu społecznego i zdobycia władzy - właściwie tylko w armii. No to i wstępowali do armii, awansowali społecznie i zdobyli władzę. Puczem.

Więc: kto walczy z kim w Syrii? Sunnici z wszystkimi innymi mniejszościami wyznaniowymi; Kurdowie się przy tym trzymają z boku i mają nadzieję wyszarpać własne państwo przy okazji. Kto z muzułmanów wspiera alawitów, chrześcijan i druzów? Iran, rzecz jasna: Baszar al-Asad jest jego strategicznym sojusznikiem, po jego upadku Iran byłby w świecie muzułmańskim osamotniony. Kto zaś "syryjską opozycję", czytaj: sunnitów? Arabia Saudyjska, Jordania i wszyscy muzułmańscy fundamentaliści, którzy na fali "Arabskiej Wiosny" przejęli władze w Tunezji, Libii i Egipcie; Bractwo Muzułmańskie, ludzie określani jako "fundamentaliści" i Al-Kaida. Świetnie.
A kogo wspiera Zachód? Rzecz jasna, Zachód nie myśli o racji czy dobru, bo ono nie ma racji bytu w polityce; Zachód myśli o wielkich interesach. A Zachód ma wielki globalny interes w zgnojeniu Iranu. Rosja zaś ma wielki interes w tym, żeby Iran pozostał silny i wspiera Syrię, choć trochę.
I Zachód pewnie w końcu dopnie swego. Zgnoi Iran, tak, osamotni! Świetnie! W Afganistanie się udało, talibowie załatwili ZSRR i pokazano kto tu górą, wschód czy zachodnie wywiady. A że przy okazji zrobią z Syrii nowy Taliban, to się nie przejmują.
Syria ma broń chemiczną. Syria ma kuuupę nowoczesnego sprzętu zakupionego przez reżim Assada, w tym nowoczesną (jak na standardy Bliskiego Wschodu) obronę przeciwrakietową. Po wojnie domowej zostanie masa broni ręcznej i nie tylko, wyprodukowywanej na potrzeby walczących stron.
I to wszystko przejmie Al-Kaida lub chociaż jej młodsza, nowsza, upgradowana i dopakowana przez CIA wersja.

Jakie więc mogą być skutki tej wojny:
- albo wygrają islamiści i będzie krwawa rzeźnia, a potem jeszcze większa rzeźnia przy zarzynaniu Izraela i obalaniu resztek rządów pro-zachodnich na Bliskim Wschodzie (poza tymi które same dokonają szybkiej wolty). A Kurdowie tak czy inaczej raczej nie dostaną tej swojej niepodległości, bo jak tylko islamiści dojdą do władzy w Damaszku, i się wygodnie rozsiądą, to zaraz kilka rakiet SCUD z głowicami chemicznymi poleci w jakieś kurdyjskie miasta i tyle będzie niepodległości.
- albo wygra reżim Bassada al-Assada i zrobi też wielką rzeźnie, ale już tylko w Syrii. Baszar, dość negatywnie nastawiony do robiących Wielkie Interesy UE i USA, zbliży się bardziej do Iranu, już nawet za bardzo nie próbując prowadzić dawniej polityki pośrodku, jak dawniej - gdy lawirował między USA a Iranem. Nie, teraz będzie po jednej stronie barykady.
- istnieje też jedna, niewielka, malutka szansa, że Zachód zamiast popierać zwycięstwo fundamentalistów, zacznie promować kompromis między reżimem Assada (i trzymającymi się poły jego płaszcza mniejszościami) i tymi z "opozycjonistów", którzy jeszcze nie walczą dla walki (i nie są fanatykami religijnymi). Jeśli się dogadają - na przykład, Assad zatrzyma władzę, zrobi drobne represje, wyrżnie obcych mudżahedinów i wróci status quo sprzed wojny - jest szansa że zamiast Wielkiej Syryjskiej Rzeźni będzie tylko zwykła, pomniejsza. I tyle. Szans na uniknięcie rzezi nie ma, bo raz że już ona trwa, dwa że z jednej strony mamy bardzo dużo fanatyków, a z drugiej strony mamy Assada który widział jak skończyli jego koledzy-dyktatorzy z Tunezji, Libii i Egiptu i nie chce tak samo skończyć - oraz, oczywiście, nie chcące zostać wyrżniętymi mniejszości nie-sunnickie.

***
Proszę, nie zrozumcie mnie źle: ja wcale Baszara al-Assada nie uważam za człowieka o czystych rękach i  intencjach; uważam że jest cwanym i bezwzględnym dyktatorem, który już pokazał że nie odda władzy dobrowolnie, ale i pokazał że nie jest kompletnym szajbusem.
Za to radykalni sunniccy bojownicy mogą nie mieć kompletnie żadnych oporów przed użyciem broni chemicznej i rzeczami mało perspektywicznymi, ale za to bardzo nieprzyjemnymi dla innych.
A Syria ma ok. 1000 ton broni chemicznej, w  czterech ośrodkach. "precyzyjne akcje komandosów" nie mają szansy jej zabezpieczyć.
***

Znając niechęć USA do uczenia się na błędach, obstawiam że wygrają sunnici i to w wersji radykalej - wojna domowa zawsze przybliża gatunek "ludzi o umiarkowanych poglądach" do kategorii gatunków na wymarciu lub wymarłych.

Cóż.
Ja tam na miejscu Żydów już kupował sobie działki ziemi w Oklahomie, coby się przeprowadzić gdzieś daleko.

Sytuacja w Syrii wedle danych z końca marca 2013 roku  (zielone - miasta kontrolowane przez sily Assada, brązowe - miasta kontrolowane przez siły anty-Assadowskie, niebieskie - toczą się walki albo sytuacja niejasna)

Baszar al-Assad i jego żona Asma

1 komentarz: