poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Cristeros (2) - Viva Cristo Rey!

„(...) Chłop wiedział tylko jedną rzecz: tamci zamykają kościoły i prześladują księży. On widział tylko jedną rzecz: przybyli żołnierze, zamknęli kościół, aresztowali księdza, zastrzelili tych, którzy protestowali, powiesili swego więźnia, podpalili kościół i zgwałcili kobiety w buntującej się wsi. Znieważeni wieśniacy, którzy kochali swoją wieś, swój kościół i swojego proboszcza, zupełnie naturalnie porwali się do buntu”.
J.A.Meyer  w książce "La Cristada"

Jakie były przyczyny powstania Cristeros, napisałem w poprzednim wpisie. Jednak opowiadanie o tym byłoby niepełne bez opisu samej wojny - Cristiady - i jej efektów. A także metod walki z nią lewicy; z góry uprzedzając: ludzie uważający że lewica w razie oporu łagodzi swoje podejście, mylą się. Zresztą, chyba nawet historyczni ignoranci słyszeli o nazizmie (narodowym socjalizmie) oraz stalinizmie (i GUŁagach).

Niemniej, porzucając dygresje czas przejść do rzeczy, czyli do początku Cristeros.
Jak wiemy, przyczyną tzw. powstania Cristeros były prześladowania religijne ze strony władz Meksyku - zarówno federalnych, jak i stanowych. Nie wolno zapominać że w owym czasie, jak to ujął pięknie w 1929 roku prezydent Meksyku[1928-1930] Portes Gil: „W Meksyku państwo i masoneria zlewały się faktycznie w jedno w ostatnich latach.”

***
 By nie ulegać buńczucznej propagandzie jednej lub drugiej strony, garść faktów: gubernatorzy większości stanów byli masonami, pięciu prezydentów z tamtych czasów osiągnęło najwyższy (33) stopień wtajemniczenia w rycie szkockim, a kolejnych dwóch było blisko związanych z tzw. meksykańskim rytem - jeden z nich, Lazaro Cardenas, był nawet jego założycielem i pierwszym Wielkim Mistrzem Loży. Przed 1917, masonem byl osławiony dyktator Meksyku Porfiro Diaz (33 stopień wtajemniczenia, dwaj jego bracia byli kolejnymi Wielkimi Mistrzami); masonami byli też dowódcy wojsk powstańczych walczących przeciwko Diazowi. W ramach wisienki na torcie: 28 maja 1926 roku ówczesny prezydent Meksyku Plutarco Elías Calles otrzymał od masonerii meksykańskiej nagrodę za „nadzwyczajne zasługi w rozwiązaniu tak wielu problemów w tak krótkim czasie”. W sensie, za walkę z religią; a to był dopiero początek jego zasług!

... ależ oczywiście, rządy masonerii gdziekolwiek kiedykolwiek to NA PEWNO teoria spiskowa. Tak samo jak antyklerykalizm, ani chybi paranoja religiantów.
***

Warto tutaj też zauważyć, że powstańcy znani są głównie pod nazwą nadaną im przez wojska federalne - czyli właśnie Cristeros (dosł. "Chrystusowcy", "bojownicy Chrystusa"). Sami powstańcy zwykli się raczej nazywać "populares", "defensores" albo "liberadores" ("ludowi" ["ci z ludu"], "obrońcy", "wyzwoliciele"). Zawołaniem powstańczym (bojowym i nie tylko) stało się szybko Viva Cristo Rey! ¡Viva la Virgen de Guadalupe! ("Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Dziewica z Guadelupe!" ["Dziewica" - Niepokalana Matka Boska z Guadelupe]) Samo powstanie zaś w literaturze nosi nazwę Cristiady.

Powstanie w formie zbrojnej rozpoczęło się w Guadalajarze (stan Jalisco) już 3 sierpnia 1926 roku, gdy w kościele Matki Boskiej z Guadalupe zabarykadowało się 400 ludzi. W wyniku strzelaniny zginęło 18 osób, a 40 zostało rannych; powstańcy poddali się po wyczerpaniu zapasów amunicji..
Formalnie jednak powstańcy powstali po wystosowaniu odezwy "Do Narodu" (A la Nación). Wtedy grupy powstańcze na północy od Guadalajary zaczęły przejmować zbrojnie miejscowości.
Lecz od tego do powstańczych sukcesów brakowało nieco czasu. Pierwszy sukcesem było zwycięstwo pod San Francisco del Rincón (stan Guanajuato) 23 lutego 1927 roku. Wśród powstańców pojawiła się piątka księży, z których dwóch należało do przywódców ruchu - ks. Aristeo Pedroz i ks. José Reyes Vega. Ten drugi poprowadził 19 kwietnia 1927 roku napad na pociąg, którym miały być przewożone pieniądze; okazał się on tragiczny w skutkach. W strzelaninie zginął brat ks. Vegi, a powstańcy zdobyty pociąg oblali benzyną i podpalili - przekonani, że jest pusty. Mylili się i w środku zginęło 51 niewinnych ludiz, co naturalnie nagłośniła od razu propaganda rządowa, jako "celową zbrodnię".

Wtedy właściwie wyglądało na to, że powstańcy są skazani na klęskę. Siły rządowe przesiedlając cywilów i stosując taktykę spalonej ziemi zdobywały górę nad powstańcami; wielu z nich miało doświadczenie wojskowe, owszem, ale mało kto z nich był dowódcą.Jak mieli sobie poradzić bitni, ale źle dowodzeni powstańcy z wojskami federalnymi?
Wtedy pojawili się dwaj nowi przywódcy Cristeros, którzy tchnęli w powstanie nowego ducha.
- Victoriano Ramirez, zwany "czternastką" (El Catorce) - od tego, że w pojedynkę pokonał czternastu żołnierzy którzy mieli go aresztować (no, jest to jakiś powód by być legendą).

- Generał Enrique Gorostieta, który był znanym a zdolnym generałem z czasów dyktatury Diaza oraz rewolucji meksykańskiej. jest postacią bardzo ciekawą, ponieważ był przez pewien czas masonem, a także przez długi czas zachowywał typowy dla kierownictwa armii meksykańskiej światopogląd antyklerykalny. Tak naprawdę nie jest wiadome czy był wierzący (ani czy przed przystąpieniem do powstania ani czy po przystąpieniu), ale tym bardziej jest dla mnie postacią godną szacunku.

***
Rożnie się mówi i pisze o motywacja generała Gorostiety - jedni mówią, że przystąpił głównie dla chęci zysku, bo oferowano mu 3000 pesos miesięcznie (dwa razy tyle co pensja generała armii federalnej) z ramienia podziemnego wtedy LNDLR (sumę niebagatelną, no ale oni sami zdawali sobie sprawę z braku doświadczenia dowódców). Inni twierdzą, że jego prawdziwą motywacją były ambicje polityczne, bo chciał się wykreować na nowego dyktatora, opartego silnie na centryzmie i łączeniu wierzących z umiarkowanymi niewierzącymi. A jeszcze inni mówią że przyczyniły się do tego jego wolnościowe i liberalne poglądy - że był zwolennikiem prawdziwej tolerancji religijnej, w duchu starej konstytucji z roku 1857 roku.
Nie zamierzam narzucać czytelnikowi w takiej kwestii swojego zdania, ale trzeba zwrócić  uwagę na kilka faktów. Po pierwsze, gdy Gorostieta przyjmował funkcję dowódcy sił powstańczych, który miał je zreformować, powstanie było naprawdę w tragicznym stanie - z czego zresztą zdawali sobie przedstawiciele LNDLR, inaczej by nie uciekali się do wynajmowania przywódcy z zewnątrz. Po drugie, 3000 pesos to była dobra suma, ale z drugiej strony Gorostieta mógł zarobić połowę tego jako generał federalny posłusznie merdający ogonem na życzenie Callesa więcej nawet mógł zarobić z nagrodami za walkę z księżmi; a na co się przyda podwójna pensja, gdy się zginie? Po trzecie, Gorostieta nie podejmował samodzielnych działań i kroków przeciwnych do interesów Cristeros gdy zawarto rozejm w 1929, czego można by się spodziewać gdyby miał głównie ambicje dyktatorskie (wtedy by mu znacznie bardziej zależało na obaleniu rządu).
Po czwarte, któż wie czy w czasie powstania nie zmieniły mu się motywacje?
Dla mnie jest istotnym symbolem. Mógł postąpić znacznie łatwiej, ale wybrał drogę trudną - abstrahując od motywacji - walcząc za wolność innych.
  
  Generał Enrique Gorostieta.
Krzyż noszony na piersi był elementem mającym dodatnio wpływać na morale Cristeros, tak samo jak msze polowe.
Nie wiadomo jednak czy sam generał był wierzący (któż zbada samo serce człowieka?).
***

Nowi przywódcy, zwłaszcza Gorostieta, reaktywowali i wzniecili powstanie na nowo, jednocześnie ukierunkowując je racjonalnie - co dało efekty. Wojska federalne traciły kontrolę nad dużymi obszarami Meksyku, a nowi rekruci garnęli się do powstańców masowo. Utworzono nawet Kobiecą Brygadę imienia św. Joanny d"Arc, która zaczęła od 17 członkiń, w końcu mając ich 135. Dodatkowo wiele kobiet wspierało powstańców tworząc podstawy ich walki, zbierając pieniądze na broń i amunicję, a także dostarczając wszelakiego innego zaopatrzenia - albo wreszcie wykonując prace obozowe dla powstańców.


Opór powstańców wydawał się rządzącej masonerii nieracjonalny i reagowali na niego zwiększeniem terroru i brutalności działań. Szczególne upodobanie władza miała w zwalczaniu księży katolickich, z których wielu zostało rozstrzelanych nawet bez parodii sądu; nawet podeszły wiek nie chronił. Adam Nachtilan zsotał rozstrzelany w wieku 80 lat; Jośe Isabel Flores został powieszony po 40 latach bycia proboszczem w parafii Matatlan. Oczywiście, nie tylko księża padali ofiarą: wspomniany w poprzednim wpisie Jose Fanfan Garcia, stary kupiec należący do wtedy działającej jeszcze jawnie LNDLR, został rozstrzelany za odmowę zdjęcia z witryny swego sklepu napisu "Viva Cristo Rey!" - Niech żyje Chrystus Król! (!!! i to 26 lipca 1926 roku, kiedy jeszcze opór nie przybrał zbrojnej formy!).
Prześladować można nie tylko zabijając. Księża aresztowani byli często upokarzani na różne sposoby, a zakonnice dawano do jednych cel z prostytutkami. De facto duchowni musieli się ukrywać, a działaniom antyklerykalnym towarzyszyły profanowanie świątyń i brutalne akcje policji w domach podejrzewanych o ukrywanie księży. Ciekawy jest obraz jaki przedstawia Melchior Wańkowicz w swojej książce "Po kościołach Meksyku", w której zawarł swój cykl reportaży z 1926 roku; oto fragment, znamienny:
„(...) Stary kościół El Carmen St. Angel jak i wszystkie świątynie kraju, był zamknięty. Aż wreszcie znalazł się przecie zakrystian stary (...). Schodami więc z polepy glinianej, wyślizganymi przez czas, wiódł nas w dół, ku krypcie podziemnej. Pchnął ciężkie dębowe drzwi. Wionął zaduch. W półmroku ujrzeliśmy szereg trumien połamanych, z oderwanemi wiekami. Ciała mnichów, przeważnie zakonserwowane doskonale przypominały mi widziane niegdyś w Palermo katakumby. U progu krypty stoi trup zakonnicy. Kosmyki włosów sterczą na pożółkłej skórze czaszki. Niezetlałe resztki habitu spływają do stóp brunatną falą... Wielkie zęby, wysunięte naprzód na tej twarzy pół trupa a pół szkieletu, zdają się szczerzyć w uśmiechu. Ręka prawa, uniesiona w łokciu, wskazuje to zwalisko ciał porozrzucanych. - Co znaczy ten nieporządek? ­ pytam. - Rząd szukał tu skarbów. Żołnierze odbijali trumny i wyrzucali ciała”.
Odpór cywilów na to był zaskakująco silny (przynajmniej, dla masonerii). Nieliczni księża byli przeprowadzani nocami, przenosząc się z nocy na noc do innych domów między zaufanymi ludźmi, mimo że za pomoc im groziło rozstrzelanie. Msze święte odprawiano po domach; ministranci właściwie nie używali dzwonków, zamiast tego na przykład stukali palcem w podłogę.
Cristeros (walczący) też wykazywali ogromny hart ducha.Typowym przykładem jest Norbert Lopez, który złapany w 1928 roku, otrzymał możliwość ułaskawienia za przystąpienie do armii rządowej; odpowiedział:
„Od momentu sięgnięcia za broń pragnąłem oddać swoje życie za Chrystusa i teraz nie złamię postu na kwadrans przed dwunastą”.
Inny przykład: Honorio Lamas, stracony razem ze swym ojcem, Manuelem Lamasem, powiedzial przed egzekucją swojej płaczącej matce „Jakże łatwo jest dziś wejść do nieba, mamo”.
Powszechne były modlitwy w duchu św. Tomasza z Canterbury „Ofiar jest wiele, liczba ofiar rośnie z każdym dniem. Gdybym tylko i ja mógł mieć tak szczęśliwy los”
przykład takiego podejścia: Claudio Beccera, którego 27 towarzyszy stracono w Sahuayao 21 marca 1927 roku, a jego nie stracono (z powodu młodego wieku). Nie mógł się pogodzić z myślą, że jego nie stracono jak towarzyszy i płakał pod kryptą, że Bóg go nie chciał przyjąć jako męczennika.
Miał w gruncie rzeczy szczęście. Niecały rok później w Guadalajarze José Sánchez del Río został zastrzelony w wieku piętnastu lat.
Po aresztowaniu (w czasie akcji zbrojnej Cristeros) został przetransportowany do swojej rodzinnej miejscowości, gdzie trzymano go w sprofanowanym kościele od 7 do 10 lutego 1928 roku; w dawnej świątyni aktualnie żołnierze trzymali kury, a teraz też jednego więźnia. Otrzymał dwie możliwości uratowania życia: zapłatę 5000 pesos (! suma horrendalna jak na chłopca z ubogiej rodziny), albo wstąpienie do państwowej szkoły wojskowej. Na obie możliwości odmówił. Był torturowany - w  tym za zabicie trzymanych w sprofanowanej świątyni kur. Zmuszono go do wzięcia udziału w  egzekucji innego chłopca z Cristeros, 8 lutego. W dniu egzekucji przecięto mu skórę na stopach i zmuszono go by tak krwawiąc doszedł na cmentarz. Tam ustawiono go nad rowem, gdzie miało upaść jego ciało, pchnięto nożem i znów zażądano wyrzeczenia się wiary katolickiej; Jose odmówił, krzycząc "Viva Cristo Rey!" Kapitan oddziału zastrzelił go osobiście z pistoletu. Jose padł na ziemię, nakreślił na niej - swoją krwią - znak krzyża i umarł.
"Z fanatyzmem trudno walczyć", jak to ujął w Sienkiewiczowskim "Potopie" generał Miller.
Też mi nowina... A czego się spodziewali?



Sukcesy powstańców i rosnące straty sił rządowych (które straciły znacznie więcej żołnierzy niż powstańcy bojowników (!)), a także zbrodnie popełniane na ludności cywilnej, spowodowały że w armii federalnej zawiązał się spisek (wykryty i wyeliminowany). Nawet w szeregach masonerii powstały grupki wątpiących; z tej przyczyny Calles przestał był w 1928 prezydentem, ale i tak był szarą eminencją Meksyku, dążącą za wszelką cenę do zniszczenia Kościoła w Meksyku.

Jednak w końcu wojna domowa spowodowała reakcję zagranicy - ambasador USA podjął mediację między Cristeros a stroną rządową. W wyniku negocjacji, zostało podpisane specjalne porozumienie, które miało zagwarantować katolikom pewne prawa zabrane im przez konstytucję z 1917r. 27 czerwca 1929 roku dzwony kościelne zabrzmiały po raz pierwszy od trzech lat dzwony kościelne. Sytuacja zdawała się zmierzać ku opamiętaniu i pokojowi...
Ale nie wszyscy grali fair.
W następnym wpisie zakończę opowieść o Cristeros - bo to nie jest jeszcze koniec.


***
Liczby:
- Powstańcy zgromadzili pod bronią w szczytowym okresie (czerwiec 1929 roku) 50 tysięcy ludzi. Dodatkowo cn. 25 tys. kobiet wspierało walczących mężczyzn pomocą zaopatrzeniową.
- Zginęło około 40 tys. powstańców i 60 tys. żołnierzy wojsk rządowych, w tym 12 generałów, 70 pułkowników i 1800 niższych oficerów [niektóre źródła mówią raczej o 56 tys. żołnierzy i 30 tys. powstańców]. Straty po stronie ludności cywilnej są znacznie wyższe.
- 500 tysięcy cywilów udało się na emigrację uciekając przed wojną domową, głównie do Stanów Zjednoczonych.
 - Wojska rządowe jako priorytet traktowały przesiedlanie i eliminację księży z wiejskich parafii (eliminację zwłaszcza niepokornych, nie chcących się przesiedlić). W styczniu 1927 roku na 3600 księży (w 14-milionowym Meksyku. Dawniej było więcej, ale Calles za coś otrzymywał swe medale) 210 to byli księża z parafii wiejskich (5,8%). Rozstrzelano w egzekucjach łącznie 90 księży - w Jalisco 35, Zactecas 6, Guanajusto 18, Colima 7, inne regiony 24.

Powstańcy Cristeros

Rozstrzelanie księdza wraz z jego świeckim pomocnikiem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz