niedziela, 7 kwietnia 2013

Cristeros (3) - Koniec i dziedzictwo.

"(...) Dziecko było w tyranii kleru, rodziców i nauczycieli, dziś ma stanowić o sobie; - Każde dziecko od piątego roku życia należy do państwa; - Wszystko zło pochodzi od kleru; - Bóg nie istnieje, religia jest mitem, Biblia Kłamstwem; - Nie potrzebujemy uznawać żadnych bożków (...)"
Z tez programowych "wolnego i socjalistycznego wychowania młodzieży", który próbowano wprowadzić w Meksyku w 1934 roku.

Kto czytał poprzednie wpisy, wie jak wyglądało powstanie Cristeros - "bojowników Chrystusa" - wie też jakie były jego przyczyny. Czytelnik wie też, z końca poprzedniego wpisu, jak doszło do zakończenia walk: w wyniku ugody między powstańcami (i ich nie-bojowym ramieniem, LNDLR (Krajową Ligą Obrony Wolności Religijnej), katolikom miała zostać przywrócona część praw jakie zabrała im antyklerykalna konstytucja z 1917 roku i prawa Callesa z 1926, które w istotcie czyniły z katolików obywateli drugiej kategorii (o ile w ogóle zakładamy, że dopuszczały ich istnienie). Ugoda została zawarta przy mediacji amerykańskiego ambasadora w Meksyku i zawierała tez obietnicę amnestii dla powstańców.
Brzmi pięknie. Cóż z tego, gdy rządząca Meksykiem antyklerykalna masoneria (dla zdezorientowanych: patrz początek poprzedniego wpisu) ani myślała o uczciwym pojednaniu się z meksykańskimi katolikami.

Dziesięć dni po zawarciu zawieszenia broni, 3 lipca 1929 roku, został zabity ojciec Pedroza, jeden z  ostatnich głównych przywódców Cristeros. Generała Gorostietę, będącego głównym organizatorem i dowódcą sił powstańczych, zastrzelono w czasie operacji wywiadu meksykańskiego dziewiętnaście dni przed zawieszeniem broni; nie, to nie był przypadek - negocjacje pokojowe trwały od już miesiąc wcześniej.
W ciągu kolejnych pięciu lat zabito pozostałych przy życiu przywódców Cristeros: Cuevę, Arreolę, Gutiereza, Alvareza, Barajasa, Hernandeza i Salazara. Łącznie wyeliminowano 5000 dawnych Cristeros (z ogólnej liczby 50 tys.), w tym 500 oficerów (!). Warto zauważyć część Cristeros tylko dlatego ocalała (mimo swej wagi - w końcu pracowicie poszukiwano tylko ważniejszych), bo rozsądnie po paru latach uciekła w góry. Zresztą po paru latach, gdy próbowano wprowadzić socjalistyczną reformę edukacji, właśnie dawni powstańcy stali się podbudową pod drugą Cristiadę.  Co prawda była ona tylko cieniem starej (7500 powstańców w szczycie, przy 50000 w poprzedniej), ale z uwagi na działania raczej partyzanckie uniemożliwiła socjalistyczne reformy szkolnictwa na dużych obszarach kraju.


Z wierzchu przez dwa lata dużo wyglądało na odwilż: w skali lokalnej faktycznie działano zgodnie z postanowieniami ugody. Ale już przy wyborach prezydenckich z 1929 roku, doszło do "cudów nad urną" - wybory faktycznie wygrał Jose Vasconcelos, zwolennik umiarkowanej polityki i pojednania, ale ogłoszono że wygrał kandydat rządzącej dotąd Partii Narodowo-Radykalnej (PRN), założonej przez Callesa. Calles zresztą, mimo że nie był prezydentem, miał przez okres kilku lat tekę ministra wojny, co dawało mu dowolne pole manewru w walkach przeciw Cristeros (dawnym, aktualnym i rzecz jasna przyszłym, prewencja musi być) i Kościołowi.
Temu drugiemu zaczęto dawać wyraz od 1931 roku, gdy masoneria przegrupowała szeregi, odetchnęła, wyeliminowała cześć dawnego przywództwa Cristeros i LNDLR- i mogła ruszać dalej z prześladowaniami katolików. Działania te były mniej oparte na aktach prawnych z czasów Callesa, raczej skupiono się na skali lokalnej i bojówkarzach. Przykładowo, w stanie Vera Cruz w kościołach wybuchały bomby (nie podejmowano efektywnych śledztw, jeśli w ogóle jakieś podejmowano), a gubernator stanu ograniczył liczbę mogących sprawować legalnie posługę księży do 1 na 100.000 (słownie: jednego na sto tysięcy). inny przykład - w stanie tabasco "Czerwone Koszule", bojówkarze antyklerykalni grabiły kościoły i przetapiały dzwony, o biciu i mordowaniu wierzących nie wspominając.

Lecz prawdziwe prześladowania powróciły dopiero w 1934. Wtedy wrócono do starych, dobrych metod Callesa, czyli aktów prawnych. Mianowicie wprowadzono ograniczenie odgórne liczby mogących sprawować posługę księży oraz podjęto reformę edukacji.
Ograniczanie liczby księży było dość mało wyrafinowane w niektórych stanach. W 14 z 30 po prostu zakazano pracy jakiegokolwiek księdza. W innych się postarano i wydano nakazy, iż aby ksiądz mógł sprawować posługę miał przynajmniej 50 lat ... i był żonaty. Bardzo eleganckie postawienie sprawy, prawda? W efekcie tych regulacji, w 1935 roku na około 3600 księży w Meksyku 305 otrzymało pozwolenie na sprawowanie posługi.
Reforma edukacji z kolei miała na celu "socjalistyczną edukację" (i edukację seksualną), a tak naprawdę skrajnie antyklerykalną. Calles forsował ją uparcie. Minister edukacji Narciso Bassol, protegowany Callesa, ustąpił ze stanowiska w związku ze sprzeciwem ówczesnego prezydenta Rodrigueza. Calles nadal jednak działał jako szara eminencja, domagając się zarówno głośno jak i w kuluarach  by państwo wzięło w posiadanie świadomość dzieci i młodzieży, "którzy powinni należeć do rewolucji i kolektywu." Napotkał jednak nieoczekiwany (dla niego) problem: opór ze strony własnych współbraci masonów.
Duża część rządzących w Meksyku od dłuższego czasu zdawała sobie sprawę ze szkodliwości polityki antyreligijnej, która nie dawała rezultatów poza dzieleniem społeczeństwa i rosnącym oporem katolików.  Calles mógł sobie występować w otwartym memorandum do nowego prezydenta Cardenasa, by "państwo w pełni decydowało o kierunku edukacji, zgodnie z doktryną, którą się kieruje... tak jak to jest robione w Rosji, Niemczech i we Włoszech"

***
O to to!  Tutaj go mamy! Korzystanie z wzorców Pionierów, Hitlerjugend i Balilli (kolejno wymienione organizacje młodzieżowe - obowiązkowe - ZSRR, III Rzeszy i Włoch faszystowskich). Świetny pomysł. Przypomnę tylko że w Pionierach uczono dzieci donoszenia na rodziców (np. że ukradli parę kłosów zboża z kołchozowego pola i dali swoim dzieciom. Rodzice do gułagu na 10 lat, a młody Pionier komunizmu dostał zegarek - tak był taki przypadek); a Hitlerjugend chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jak o Balilli powiem, że faszystowska to chyba też, prawda?
Swoją drogą, ciekawa sprawa: jak się komuś powie "faszyzm", to od razu wie że "to jest złe", jak Hitlerjugend, to nawet ignorant powie "oni byli cholernie źli, bo od Hitlera". A przy komunizmie, bijącym jednych i drugi na głowę ilością zamordowanych, umęczonych i wypranych mózgów, trzeba to zawsze tłumaczyć...
***

Cardenas nie przejął się nawoływaniami Callesa. A właściwie przejął o tyle, że walczył z nim o władze - i ostatecznie wygrał w lipcu 1935 roku; Calles został wygnany z Meksyku w kwietniu 1936 roku.
Warto tutaj powiedzieć coś o samym Cardenasie. Mianowicie był on masonem,. owszem, przez długi czas antyklerykałem. Ale za to stanowczo nie był idiotą - a za idiotyzm właśnie uznał fanatyczną walkę z katolicyzmem wbrew realiom kraju. W lutym 1936 roku otwarcie przeciwstawił się wieloletniej polityce antyklerykalnej i publicznie zaakceptował religię katolicką jako "część składową meksykańskiego dziedzictwa narodowego." Zaczęto znosić drobne szykany, a od 1937 - większe, jak ograniczenie liczby księży. Odwołano z wygnania oskarżanych przedtem o wyimaginowane zbrodnie arcybiskupów. Otwarto setki kościołów; w stanie Vera Cruz, którego władze próbowały blokować te działania, katoliccy demonstranci siłą weszli do kościołów i je otwarli. Znakiem czasu było to, że prezydent Cardanes uznał ten stan rzeczy i zakazał jakichkolwiek represji wobec katolików.

Oczywiście, wciąż zmagał się z tępotą i zacietrzewienie pozostałych po Callesie jegoż protegowanych, fanatycznych antyklerykałów. W 1939 roku wprowadzono na krótko nowy kalendarz, który miał "usunąć z życia ludu religijne mity", a w zamian ustanowiono na przykład w dniu 15 lipca "święto cyrkla i kompasu" (symboli masonerii). Minister rolnictwa Meksyku z kolei swoim urzędnikom zabrał wolne niedziele, w zamian dając "czerwone soboty"...
 A zakaz noszenia sutanny (poza kościołami) przez księży, mimo że notorycznie nieprzestrzegany, prawnie obowiązywał aż do 1992 roku.

***

Ale to były tylko przejściowe wypadki, krótkie odmienne trendy, które szybko wygasały. Koniec prześladowań, faktyczny, nastał. Meksykański katolicyzm wyszedł wzmocniony z prześladowań Kościoła; tak samo prześladowania wzmogły tylko siłę prawicowych ruchów w Meksyku. Dość by rzec, że w 1940 roku, ruch prawicowych katolików - Union Nacional Sinarquista - liczył pół miliona członków (na ówczesne 14-15 milionów mieszkańców Meksyku).
A prawdziwym dziedzictwem jest to, że już nikt nie próbuje podważać roli katolicyzmu i wiary jako istotnych części meksykańskiego dziedzictwa narodowego. Nie mówiąc już nawet o prześladowaniach, z którymi walczyli owi prości chłopi, gromadzeni pod sztandarami Cristeros. Męczennicy, którzy nie chcieli się wyrzec wiary w zamian za życie. Ci katoliccy mieszkańcy miast, inteligenci i drobni kupcy, którzy ukrywali księży i ich przeprowadzali potajemnie po katakumbach, gdy groziło rozstrzelanie za pomoc księdzu. I tacy ludzie jak generał Gorostieta, którzy może nie wierzyli, ale potrafili walczyć po to, by inni mogli wierzyć.
Tak. To właśnie jest ich dziedzictwo.


Cristeros i Matka Boska z Guadelupe

Flaga Cristeros

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz